Archiwa blogu

„The Big Bang” – recenzja

Antonio Banderas swoje lata świetności ma już dawno za sobą. Jedynie co mu teraz pozostało, to odcinanie kuponów występując w produkcjach, których poziom nie wybija się poza przeciętność. Idealnym tego przykładem jest film The Big Bang (Wielki Wybuch), który gdyby nie wtórność, indolencja reżyserska i scenariuszowa, byłby interesującą pozycją. Ale zacznijmy po kolei.

Ned Cruz (Antonio Banderas) jest prywatnym detektywem. Pewnego dnia w jego gabinecie zjawia się rosyjski bokser Antonin, który zleca mu odnalezienie pewnej striptizerki, z którą utrzymywał kontakt listowny podczas przebywania w więzieniu. Sprawa okazuje się dosyć dziwna, ponieważ szukanej kobiety nikt nigdy nie widział. Im więcej udaje się detektywowi odnaleźć śladów prowadzących do tajemniczej dziewczyny, tym więcej pojawia się trupów. Z czasem śledztwo zaczyna być coraz bardziej skomplikowane, w którym wzrasta liczba podejrzanych osób. Rozwiązaniem całej intrygi wydaje się być ekscentryczny milioner mieszkający w Nowym Meksyku, którego największym pragnienie jest odwtorzenie Wielkiego Wybuchu.

The Big Bang to bardzo specyficzna produkcja kopiująca różne motywy z innych filmów poprzez ukazanie ich w nowym, nic nie wnoszącym wydaniu. Kryminalny galimatias, któremu stawia czoło Banderas naszpikowany jest wieloma wątkami, jednak nakręcony jest w taki sposób, że po 30 minutach można zasnąć. Sam scenariusz jest bardzo dziwny, nietypowy. O ile główny wątek poszukiwania kobiety jest normalny, tak pojawienie się szalonego naukowca Simona Kestrala wydaje się być zupełnie oderwany od rzeczywistości. Read the rest of this entry

Reklamy
%d blogerów lubi to: