Archiwa blogu

Wystartowała Fabryka Kultury

Fabryka Kultury to bezpłatny informator kulturalny ukazujący się w Pabianicach około 20 dnia każdego miesiąca. Pierwszy oficjalny numer został wydany 21 marca. Pomysłodawcą i wydawcą gazetki jest Marcin Wójcik, właściciel muzycznego klubu Rock Fabryka. Współsponsorem informatora jest Szkoła Języków Obcych Language School z ul. Grobelnej 7.

Głównym celem tegoż projektu jest informacja o wydarzeniach kulturalnych odbywających się na terenie miasta Pabianic oraz promocja lokalnych artystów. Na ośmiu stronach gazetki (drugi numer zwiększy swoją objętość do 12 stron) znajdziesz między innymi sprawozdania z koncertów, spektakli teatralnych i wernisaży, recenzje najnowszych produkcji filmowych, wywiady z pabianickim artystami oraz osobami związanymi z tutejszą kulturą, kalendarz wydarzeń. Wszystko to, czego nie znajdziesz w pabianickich mediach. Fabryka Kultury jest niezależnym, ponad podziałami tworem, w którym za content każdego miesiąca odpowiadają dziennikarze z lokalnej prasy – Marcin Kwieciński (Życie Pabianic) i Bartosz Józefiak (Moje Miasto Pabianice).  Pismo nie ma na celu stanowić jakiejkolwiek konkurencji dla prasy czy telewizji, a jedynie pełnić funkcje ich obszernego uzupełnienia. Fabryka Kultury dostępna jest w Miejskim Ośrodku Kultury, klubie Jazz Bass Cafe i Rock Fabryka oraz jako dodatek do tygodnika Moje Miasto Pabianice (wkrótce znajdzie się także w Życiu Pabianic). W pierwszym numerze można przeczytać m.in. recenzje koncertu Closterkeller i Natural Dread Killaz, wywiad z Beatą Stasiak (instruktorką tańca w zespole tanecznym Ganesz) oraz sprawozdanie z pierwszego turnieju konsolowego w Pro Evolution Soccer 2011 w Pabianicach. Read the rest of this entry

Reklamy

30 dni mroku: Czas ciemności – recenzja

Filmowa adaptacja komiksu „30 dni mroku” przywróciła we mnie nadzieje w to, że można jeszcze stworzyć dobre kino z wampirami w roli głównej. David Slade (reżyser) udowodnił, że obraz krwiopijcy wcale nie musi przedstawiać wyżelowanych chłoptasi, którzy zamiast polować na ludzką posokę, doświadczają załamań emocjonalnych związanych z niespełnioną miłością. Od czasów pierwszej części Blade: Wieczny Łowca, żaden film podejmujący temat wampiryzmu nie spodobał mi się tak bardzo, jak wymieniona wyżej produkcja. Dlatego od początku, gdy usłyszałem że powstanie kontynuacja, ostrzyłem sobie na nią zęby. Jak się później okazało, zupełnie niepotrzebnie.

„30 dni mroku: Czas ciemności” zaczyna się w momencie, gdy skończyła się pierwsza odsłona. Stella Oleson jako jedyna przeżyła makabrę w Barrow. Cała sprawa została przez władze zatuszowana, a miasto w krótkim czasie na nowo zbudowano. Jako że nikt nie chcę uwierzyć w historię dziewczyny, postanawia ona organizować niezależne spotkania, na których opowiada o tym, co tak naprawdę stało się podczas 30 mrocznych dni na Alasce. Celowa zagrywka po to, aby zwrócić na siebie uwagę miejscowych krwiopijców, na których chce pomścić śmierć swojego męża, Ebena. W krwawej vendecie towarzyszyć Stelli będzie grupa osób, która podobnie jak ona, ma rachunku do wyrównania z klanem wampirów.

Słabizna. To pierwszy epitet jaki przychodzi mi do głowy myśląc o „30 dni mroku: Czas ciemności”. Za film wzięła się zupełnie inna ekipa, co od razu rzuca się w oczy pod każdym względem. Scenariusz, który może dobrze brzmi na papierze, w praniu razi oczy swoją miałkością, a momentami totalną bzdurą. Zdaje sobie sprawę, że jest on na podstawie komiksu i pewne rzeczy są celowo przerysowane i naciągnięte, ale jego realizacja to hollywoodzka kpina z dzieła Nilesa i Templesmitha. Zmieniła się także główna odtwórczyni roli, Melisse Goerge zastąpiła drewniana Kiele Sanchez, którą możesz kojarzyć przede wszystkim z serialowego tasiemca zatytułowanego „Zagubieni”. Nasza nowa, gniewna Stella na przestrzeni całego filmu przechodzi tradycyjną metamorfozę – od płaczliwej i przestraszonej dziewczyny, do prawdziwego kata odcinającego łby jednym zamachem ręki. Zresztą to nie jedyny rodzynek w produkcji Bena Ketaia. Swoje grosze dorzuca ekipa, która dzielnie wspomaga główną bohaterkę w jej poczynaniach. Wśród nich jest przystojny Paul(Rhys Coiro), roztrzepana Amber (Diora Baird), która przez cały film buntuje się, niemniej robi to w taki sposób, że widzowi pozostaje tylko zasłonięcie ręką twarzy. Jest też czarnoskóry Todd (Harold Perrineau) oraz wampir Dane, który jednak nauczył się kontrolować swoją krwiopijną naturę, aby teraz służyć pomocą ludziom (sic!). Read the rest of this entry

O.S.T.R. – „Jazz, dwa, trzy”

O.S.T.R. - "Jazz, dwa, trzy"

Chyba nie ma na polskim rynku muzycznym innego tak sumiennego artysty jak Adam „O.S.T.R.” Ostrowski. Łódzki raper wydaje swoje solowe płyty z iście zegarmistrzowską precyzją. Począwszy od debiutu w 2001 roku („Masz to jak w banku”) nagrał ich już 11. Co więcej, od roku 2007 O.S.T.R. wydaje jedną płytę rocznie, zawsze dokładnie w drugiej połowie lutego! Nie inaczej było tym razem. 22 lutego ukazał się zatem nowy album legendy, jak można go śmiało nazwać, polskiej sceny hip-hopowej zatytułowany „Jazz, dwa, trzy”.

Nie jest wielką tajemnica fakt, że właśnie jazz jest trzecią wielką miłością O.S.T.R. (zaraz po rodzinie i rapie). Nie pierwszy raz ten gatunek ma swoje honorowe miejsce w tytule albumu łódzkiego artysty („Jazz w wolnych chwilach”, „Jazzurekcja”). Przyznam zresztą szczerze, że to właśnie płyty najmocniej zainspirowane jazzem zajmują najwyższe miejsca w mojej hierarchii płyt Adama. Nie zawiodłem się, do tego topu dołączył także „Jazz, dwa, trzy”. Ale może wszystko po kolei… Read the rest of this entry

Silent Hill: Wśród Potępionych – recenzja

Bardzo lubię, kiedy growe uniwersa wzbogacane są o nowe produkty pod postacią filmów, książek czy komiksów. Te ostatnie zaczynają coraz bardziej odciskać ślad w naszej branży, nie tylko pod względem ilości, ale przede wszystkim jakości. Świetnym przykładem jest seria komiksów na podstawie gry Silent Hill, która została wykreowana przez duet Ciencin i Thomas. Recenzja pierwszej ich komiksowej produkcji pt. „Silent Hill: Czernią Malowane” dostępna jest już od jakiegoś czasu na Culture Nook. Dzisiaj przyszła pora na przedstawienie kolejnej, alternatywnej opowieści, która mogła się wydarzyć w miasteczku na Cichym Wzgórzu…

„Silent Hill: Wśród potępionych” opowiada historię młodego żołnierza, cierpiącego z powodu tego, że tylko jemu udało się przetrwać pogrom jego oddziału. Męczony samobójczymi myślami trafia do spowitego mrokiem miasteczka Silent Hill, gdzie spotyka tajemniczą kobietę, która na zawsze zmienia jego życie. Fabuła nie urzeka rozmachem, jednak w rewelacyjny sposób jest opowiedziana, wciągając czytelnika od pierwszych kadrów. Przeplatane wątki w formie retrospekcji związane z przyjacielem głównego bohatera idealnie komponują się, ukazując jak wielki wpływ na psychikę młodego wojaka wywarła utrata kumpla. Napięcie dozowane jest w odpowiedni sposób, pozostawiając czytelnika cały czas w niepewności i zaszczuciu, dzięki czemu nigdy nie wiesz, w którym momencie spodziewać się mocnego uderzenia. A takowych jest kilka, na czele z finałem. Klaustrofobicznego klimatu dopełniają dialogi, które często są cięte i wulgarne, co znakomicie podkreśla dramaturgię przedstawianych wydarzeń. Nie zabrakło także specyficznego, czarnego humoru, który ubarwia beznadziejną sytuację, w jakiej znalazł się żołnierz.  Read the rest of this entry

Silent Hill: Czernią Malowane – recenzja

Silent Hill to nie tylko gry czy ich ekranizacje filmowe, ale też seria komiksów, która była wydawana na przestrzeni lat 2005-2008, przedstawiająca alternatywne historie, które wydarzyły się w miasteczku. Przybliżę ci, Czytelniku, jedną z nich.

Komiks „Silent Hill: Czernią Malowane” został wydany przez IDW Publishing w 2005 roku. W porównaniu z Dying Inside nie jest i póki co nie zanosi się, żeby był dostępny w naszym kraju na sklepowych półkach. Za scenariusz odpowiada amerykański pisarz Scott Ciencin, który dłubał przy wszystkich odsłonach komiksowej serii o Cichym Wzgórzu oraz w specjalnym dodatku ”Silent Hill Experience: The Hunger” do filmowej adaptacji gry. Na swoim koncie ma też pracę nad New Gods z uniwersum D.C. Comics czy przy mini-serii „Star Trek: The Next Generation – The Killing Shadows” wydaną przez Wildstorm. Warstwą wizualną zajął się Shawn Thomas, który ilustrował także inną część serii, „Silent Hill: Wśród potępionych” (recenzja wkrótce). Na swoim koncie ma także jeden z serii komiksów „2000 AD” opublikowany przez wydawnictwo Rebellion. Jego grafika obecnie jest bardzo zbliżona do tej, jaką posługuje się Ben Templesmith („SH: Dying Inside”, „Dead Space” czy kapitalne „30 Days of Night”). Idealnie zatem komponuje się z warstwą merytoryczną komiksu, obrazując ją w najlepszy możliwy sposób.

Historia opowiada o pewnym malarzu, obiboku o imieniu Ike, który będąc wywalony z mieszkania kumpla udaje się do spowitego mgłą i wypełnionego przez potwory miasteczka Silent Hill, w którym odnajduje swoją mroczną muzę. Wkrótce przybywa tam wraz ze swoją drużyną – seksowna, potrafiąca radzić sobie w ciężkich sytuacjach i obeznaną z bronią czirliderką o imieniu Cheryl, która wraz ze swoimi znajomymi wywrócą wszystko do góry nogami. Gdy następuje atak nieznanych stworzeń, dwie czirliderki zostają porwane i zapada decyzja o przeprowadzeniu akcji ratunkowej. Read the rest of this entry

Rock Fabryka: & Inni i Thunderhead [zdjęcia]

4 grudnia pabianicka Rock Fabryka ponownie zatrzęsła się od gitarowych brzmień. Tym razem, muzyczne szaleństwo zagwarantowały dwa lokalne zespoły – & Inni oraz Thunderhead.

Kilkanaście minut po godzinie 20.00, jako pierwsi na scenie zjawili się muzycy z młodej kapeli & Inni w składzie: Paweł Śniady (wokal), Krzysztof Kalkowski (perkusja), Artur Wolski (gitara) i Krzysztof Helbig (bas). Żywiołowy repertuar szybko porwał licznie zgromadzoną publiczność do zabawy. Dynamiczne, pełne energii kawałki wzbogacone o improwizacyjne popisy artystów podkręcały jeszcze bardziej gorącą atmosferę w klubie. & Inni nawet na moment nie zwalniali tempa. Dodatkowo, wokalista grupy w kawałkach „To jeszcze nie wszystko”, „Instrumental” i „E.M.A.” zaprezentował swoje umiejętności gry na saksofonie. Pojawił się także cover utworu Zbigniewa Hołdysa – „Różne rozmowy z życiem”. Występ zakończyła improwizacyjna piosenka za tytułowana „Klękajcie”, w której artyści na czas jej trwania zamienili się nawzajem instrumentami. Read the rest of this entry

Machete – recenzja filmu

„Maczecie” pierwszy raz świat usłyszał ponad trzy lata temu. Zaprezentowany wówczas zwiastun przedstawiający meksykańskiego protagonistę masakrującego watahy przeciwników przy pomocy maczety, tak bardzo spodobał się widzom, że Rodriguez postanowił wypłynąć z projektem na szersze wody. I tak o to, po długich oczekiwaniach „Maczeta” trafiła na srebrny ekran…

Świetnie posługujący się maczetą tytułowy mściciel (Danny Trejo), to były agent federalny Meksyku, ukrywający się w Stanach Zjednoczonych.  Po interwencji w meksykańskiej melinie traci żonę z rąk Torreza (Steven Seagal), bossa narkotykowego kartelu. Kilka lat później otrzymuje zlecenie morderstwa skorumpowanego senatora (Robert De Niro), które tak naprawdę jest skrzętnie opracowaną mistyfikacją. W ten oto sposób, zdradzony Maczeta rozpoczyna swoją krwawą vendette, która finalnie doprowadzi go do mordercy jego żony, Torreza…

Ci, którzy rzeczony zwiastun mieli okazje ujrzeć, doskonale wiedzieli jakiego kalibru szykuje się produkcja. „Maczeta” to przede wszystkim nieskomplikowane kino wymieszane z przerysowanymi postaciami, groteskową przemocą, gołymi kobietami oraz specyficznym, momentami ironicznym, humorem. Abstrakcyjna historia została tak skonstruowana, aby przede wszystkim bawić widza swoim lekkim i przyjemnym w odbiorze przekazem. Pierwsze minuty ukazują jasno w jakiej konwencji film został zrealizowany. Read the rest of this entry

%d blogerów lubi to: